• Wpisów:73
  • Średnio co: 29 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 22:20
  • Licznik odwiedzin:5 154 / 2181 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Nasze pokolenie, nasączone bólem i łzami, wódką i fajkami. Pęknięte serca i poszarpane dusze. Sztuczne uśmiechy i sztuczne ciała. Fałszywe gesty i dwulicowe zachowania. Brudni, puści, zagubieni, samotni.
 

 
"Oni krzyczą, ich rozpierają emocje. Ty siedzisz i się wyłączasz. Nie słyszysz o czym mówią, nie wiesz co czują. Liczysz się tylko ty i to co się dzieje w środku, a dzieje się wiele. Wszystko wręcz krzyczy by wyrwać się na zewnątrz, ale kogo obchodzą twoje emocje i odczucia? Sami mają pretensje, że ich nie słuchasz i cię nie obchodzą. Nawet jeśli mają rację, to czy nie tak sami postępują? Jeżeli chcą kogoś zmieniać to powinni zacząć od siebie"
 

 
czasami mam takie chwile, że byłabym w stanie przytulić się nawet do jeża. -.-
 

 
- (...) bo wiesz jaki naprawdę jestem? Samolubny, bo dokonałem złych wyborów, które Cię zraniły. Tak, wolałbym umrzeć niż stać się człowiekiem. Wolałbym umrzeć teraz, niż spędzić ileś lat z Tobą, tylko po to, żeby Cię stracić, bo będę zbyt stary i chory, a Ty wciąż będziesz sobą. Wolałbym umrzeć teraz, niż spędzić ostatnie lata, pamiętając jak bardzo byłem szczęśliwy. Dlatego, że taki już jestem (...) i nie zamierzam się zmienić i nie ma na świecie przeprosin, które zawarłyby wszystkie powody, dla których nie jestem dobry dla Ciebie.

-Dobrze, w takim razie ja też nie żałuję. Nie żałuję, że Cię poznałam. Nie żałuję, że to sprawiło, że zaczęłam wszystko poddawać w wątpliwość, że nawet po mojej śmierci, to Ty sprawiłeś, że naprawdę czuję, że żyję. Byłeś naprawdę zły, dokonywałeś złych wyborów, a ze wszystkich wyborów, których ja dokonałam ten może być najgorszy, że nie żałuję tego, że się w Tobie zakochałam. Kocham Cię.
 

 
Jesteście beznadziejni. Jakim prawem nazywacie siebie ludźmi?
 

 
Cześć. Wiesz kim jestem? Sądząc po Twoim wyrazie twarzy, twierdzę iż nie. Chcesz się dowiedzieć? Myślę, że owszem. Jestem kimś, kto zawsze przy Tobie będzie. Czymś co będzie Cię trzymać przy życiu. Kimś, od kogo nie usłyszysz, że będzie dobrze, aczkolwiek, że jesteś wystarczająco silną osobą, by sobie poradzić z całym złem, jakie Cię spotka. Czymś, do czego się przywiążesz. Jestem czymś pełnym sprzeczności. Czymś, co pojawi się w Twoim życiu i wniesie do Twojej egzystencji kolory szczęścia, radości, chwile ulotne, przepełnione euforią. Czymś, co zapełni pustkę w Twoim i tak poranionym sercu. Jednakże, będę również czymś co sprawi Ci najwięcej bólu, cierpienia i trosk. Odejdę, jako ostatnia i prawdopodobnie już nie wrócę, pozostawiając po sobie w Twoim sercu tylko i wyłącznie tęsknotę, dezolację, rozpacz, smutek, trwogę, i żal przepełniony goryczą do mnie. Już wiesz kim jestem? Och, naprawdę? Nadal się nie domyślasz? Umieram, jako ostatnia! Najpierw umiera nienawiść, później miłość, złość, smutek, a później pozostaje tylko ja.. I.. Również odchodzę. Już wiesz? Tak, jestem nadzieją.
 

 
Usta zatracone w smutku, szepczą o miłości.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
I wróciłam do domu. Do domu smutku. Do tej pustki, która przywitała mnie już u progu drzwi. Do tej obojętności, która zaproponowała mi szklankę whiskey. Tak, tak. Napiłam się z obojętnością, a pustka i smutek mi towarzyszyły. Natomiast za oknami zerwał się porywczy wiatr, a niebo przecinały swym blaskiem błyskawice. Idealną ciszę zagłuszyły grzmoty, ale to nic. Nie przeszkadzało mi to.. Lubię takie noce. Wiesz? Są całkiem...Piękne. Z wymuszonym uśmiechem, skierowałam kroki do salonu. Nalałam do szklanki whiskey, po czym postawiłam ją na stoliku. Delikatnie, wręcz bezgłośnie dotykając stopami podłogi pobiegłam po duży, brązowy koc. Drzwi szafki otworzyły się z cichym skrzypnięciem, przez co na moich plecach wystąpiły ciarki, a ciało ogarnęły lekkie dreszcze. Z wiśnowych warg wydobyło się ciche westchnięcie. Moje towarzyszki nie opuszczały mnie na krok. Może, dlatego iż one były we mnie? Może dlatego, że były częścią mnie? Nieważne. Wróciłam do salonu oraz usadowiłam się na kanapie i przykryłam kocem. Następnie chwyciłam szklankę z trunkiem i zamoczyłam w nim kształtne wargi. Trzymając szklankę z trunkiem w dłoniach, przeniosłam powoli zielone tęczówki w stronę kominka. Obserwowałam ogień w jego destrukcyjnym tańcu. Czerwono-pomarańczowe płomienie liżące się nawzajem i wywijające we wszystkich kierunkach różne pląsy, w końcu zniknęły, a salon ogarnęły egipskie ciemności. Burza minęła, alkohol w szklance się skończył. Ale pustka, smutek i obojętność były nadal.
 

 
Noc minęła, dzień uciekł, Słońce uchyliło się ku zachodowi, Gwiazdy także znikną wraz ze wschodem Słońca. A samotność pozostanie.
 

 
W Twojej głowie brzmią jej ciche, dźwięczne słowa, objaśniające, iż odchodzi. Twe opuszki smukłych i długich palców jeżdżą po fotografii Twojej ukochanej. Wszystkie wspólne, cudowne, chwile przelatują Ci przed szarymi oczętami, które szklą się od szczerych, pięknych oraz krystalicznych łez. Podnosisz powoli głowę oraz patrzysz pustym wzrokiem w granat ściany, ale wtedy widzisz JĄ. Jej rumianą skórę, jej szczery uśmiech, jak poranek jutrzenki, jej wesołe, szczęśliwe z tym swoim znanym blaskiem tęczówki zielone niczym wiosenna trawa o poranku. Jej melodyjny śmiech, jak śpiew małego skowronka w lesie. Jej ciemne włosy, opadające kaskadą na proste, zgrabne plecy. Malutki, zadarty nosek, na którym znajduje się kilka malutkich, praktycznie niewidocznych piegów. Ale Ty wiesz ile ich jest, zdołałeś je zliczyć, gdy tylko ją przytulałeś, miałeś w swych ramionach. Chciałeś by ta chwila trwała wiecznie i się nigdy nie skończyła, kiedy jej blade ciało, niczym śnieg przylegało do Ciebie i wtulało się niczym małe, przestraszone kocie. Gdy tylko zagłębiałeś swe oczęta w jej ślepiach myślałeś, że masz już wszystko. Zamykasz swoje patrzałki wraz z chwilą, gdy wracasz myślami jak aksamitny był jej dotyk na Twoim ciele, jak to co czułeś w tamtej chwili już nie wróci. Bez niej nie potrafisz funkcjonować. Nie potrafisz egzystować, gubisz się w swym istnieniu. Po prostu sobie nie radzisz. Otwierasz oczęta, którymi chłoniesz każdy detal pomieszczenia, czujesz tak niewyobrażalny ból, rozdzierający Twoje wnętrze, każdą komórkę, tętnicę, żyłę, tkankę, Ciebie, Twoją duszę. Dezolacja przybiera nad Tobą kontrolę, tracisz siebie. Z łzami żalu na zarumienionych policzkach, kierujesz swe kroki w stronę okna. Płynące, niczym rwący strumień rzeki łzy zasłaniają Ci widoczność, ale Cię to nie obchodzi. Chcesz jednego-śmierci. Bez istotki, która Cię zostawiła, nie istniejesz, Cię po prostu nie ma i jesteś tego świadomy, dlategoż Twoja blada dłoń dotyka klamki. Powoli do góry ją 'unosisz', a następnie ciągniesz do siebie. Na twarzy czujesz, chłodny powiew wiatru, który suszy Twoją mokrą twarzyczkę. Stajesz na parapecie, spoglądasz w dół z nadzieją, że nikt ani nic Ci nie przeszkodzi. Zamykasz oczęta...I latasz. Lecisz, w dół. Tak, jak ptak. Wolny ptak. O to chodziło, czyż nie? (...) Z wrzaskiem zrywasz się na równe nogi i od razu zerkasz w bok, widzisz ją. Leży obok Ciebie, a właściwie przestraszona podnosi się do pozycji siedzącej. Ty z niewyobrażalnym uczuciem ulgi, rzucasz się na nią i tulisz mocno do siebie, mówiąc
-Mój aniele, cóż bym bez Ciebie poczynił? Jesteś moim światełkiem w tunelu, Ty jesteś rozwiązaniem moich wszelkich problemów. Jesteś moim szczęściem, moim światem, moją nadzieją, moim wszystkim. Obiecuję, że nigdy Cię nie opuszczę. Kocham Cię..
 

 
Otwierasz oczęta i pochłaniasz błękitnymi tęczówkami biel ścian, sufitu, nawet drzwi. Wychodzisz spod kołdry i udajesz się w stronę okna. W śnieżnej koszuli cichutko stąpasz boso po podłodze. Otulona zimnem pokoju, przystawiasz twarz do szyby. Na oknie pozostawiasz ślad swojego oddechu. Kładziesz białą, kościstą dłoń na klamce, uchylasz ją ku górze oraz ciągniesz do siebie. Okno się otwiera z cichym skrzypnięciem, a pierwsze płatki śniegu opadają z gracją na Twe ciemne ułożone w artystycznym nieładzie włosy. Przejeżdżasz opuszkami palców po nagim parapecie, czując pewne podniecenie, jak i satysfakcję. Spełnisz swe marzenia-będziesz latać, ale i skrzywdzisz wszystkich, którzy byli przy Tobie. Nie obchodzi Cię to, liczysz się Ty, w głowie pojawia się myśl'Nie mogę. Muszę tu zostać'. W końcu odzywa się drugi głos ' Nic nie musisz, ale możesz'. Na Twoje pełne wargi wpływa smutny uśmiech, a oczy nie wyrażają zupełnie nic. Pustka, tylko to. Stajesz na tym pieprzonym białym parapecie, patrzysz w dół. Ogarnia Cię przerażenie, które mija z myślą, iż będziesz latać. Latać, jak czarno-niebieski motyl. Jak w Twojej wyobraźni, wszystko będzie tak samo piękne. Wraz z końcem. Słyszysz dźwięk otwieranych drzwi, odwracasz się powoli, delikatnie podnosisz głowę. Patrzysz na osobnika, który wtargnął do pomieszczenia, w którym się znalazłaś. Obserwujesz przerażenie człowieka i wybuchasz spazmatycznym, śmiechem. Po czym, obracasz się i lecisz. Latasz! Latasz, jak motyl! Jesteś motylem! Natomiast w oknie pojawia się przerażona twarz osoby, która była przy Twoim spełniającym się marzeniu. Nagle czujesz, jak ogarnia Cię ciemność i zamykasz oczy, czując, jak coraz więcej cieczy wypływa z Twego ciała. Latałaś i odeszłaś, nie zabierając mnie ze sobą. Mogliśmy polecieć razem.
 

 
Kolejne cięcie. Kolejna kropla szkarłatnego płynu cieknąca z wnętrza Ciebie kapie na ziemię. Cudowny widok, czyż nie?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jest takie coś...Te coś na początku przychodzi do Ciebie,nie puka do drzwi. Tylko wchodzi z buciorami w Twoje życie. Nie,nie wiesz jeszcze co to.Czym to jest. Ale odczuwasz euforię.Blask w Twoich oczach mówi o szczęściu. Patrzysz na tę osobę i od razu na Twoją twarz wpływa szeroki uśmiech.W końcu te coś odchodzi pozostawiając po sobie ból,cierpienie,rozpacz,a nawet depresję. Później..przychodzi coś w zastępstwie tego. Tak,najpierw miłość,później nienawiść.
 

 
Mówisz ,że jest najważniejsza i chcesz z nią spędzić całe życie ,a jak przychodzi ,co do czego,nagle spierdalasz i masz ją gdzieś. Zajmujesz się jedną ze swych innych dziwek.
 

 
Równie dobrze mogłabym powiedzieć ,że mi nie zależy.Może oszczędziło by mnie to większej ilości cierpień. Jednak wiem.Jestem głupia. Wybrałam jedno cierpienie ,zastępujące wszystkie inne.
 

 
Nikt nie powinien prosić o miłość.
 

 
-Mam prośbę...
-Jaką ?
-Przestań mnie w końcu ranić .
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Pierwszy raz jest wystarczająco trudny
ale dałeś radę
za drugim razem
widzę w tobie zmiany
ona jakoś cię dopadła
potrzebujesz jej teraz
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Prawdziwy przyjaciel nie opuści Cię nigdy. Nie pozwoli byś przeżywał wszystko sam .On będzie brać w tym udział. A jeśli będzie trzeba skopie Ci tyłek ,jak nikt inny.
 

 
Nie warto zawracać sobie głowy przeszłością. Przecież ,to co było nie wróci. Czas nigdy nie wraca. Poza tym , trzeba żyć chwilą. I pierdolić konsekwencję . I tak umrzemy.
 

 
Poświęć chwilę na to, by posłuchać
Kiedy krzyczące głosy są zbyt głośne
Spójrz na to z boku
Spróbuj, a zobacz to wszystko
Są szanse na to, że odkryjesz,
Że teraz dzielimy wspólne niewygody
Czuję, że kroczę po cienkiej linii
Powiedz mi tylko, czy to dzieje się naprawdę
 

 
Byłam jestem i będę Twoim pieprzonym koszmarem,aż do końca Twych dni.